Donośny,
ogłuszający dźwięk wbił się do środka mojej czaszki skutecznie mnie budząc. Na
zewnątrz nadal było ciemno a Mike jeszcze spał. Wstałam i podbiegłam do
komputera, nie mogłam znieść tego dźwięku. To było zaproszenie do wideorozmowy
od Kate. Była trzecia pięćdziesiąt nad ranem, co mogła chcieć o takiej
godzinie? Przyjęłam zaproszenie i zobaczyłam ją, spłakaną. Przestraszyłam się,
chciałam żeby mi wytłumaczyła o co chodzi, ale kiedy zobaczyła wstającego
Mike'a zacięła się, nie wydając już dźwięku. Wysłała mi wiadomość: Wyproś go.
Zachowywała się przedziwnie, ale nie chciałam jej kwestionować. Kiedy Mike
zobaczył Kate w płaczu, sam z siebie czym prędzej nałożył dżinsy, bluzę i
niezgrabnie wymamrotał, że lepiej bedzie jak sobie pójdzie. Mike nie znosił płaczu nikogo innego prócz mojego, w dzieciństwie jego mama płakała zbyt wiele razy. Wyszedł, a
Kate nadal się nie odzywała.
-Co się stało? -
byłam zaniepokojona i domagałam się odpowiedzi.
Pokazała na kamerce
białe pigułki. Połknęła je i popiła alkoholem. Nie zorientowałam się nawet co
się dzieje. Uśmiechnęła się do mnie smutno.
-Przepraszam.
Nie odzywałam się.
-Scalam rodzinę.
Czekają na mnie.
-W takim razie kim
ja jestem?
Zapadła cisza.
-Widzę twój wzrok
Bea. Nie jestem zdrajcą. Nie wytrzymam tu. Jest powód, dlaczego Cora przyszła
martwa na świat. To nie ten świat.
-Nie cierpię Cię.
-Wiem. - zaśmiała
się przez łzy. -Ale mnie rozumiesz.
-Żałuje. Byłoby mi
o wiele łatwiej przez to wszystko przejść. Miałabym kogo winić. Zostałam sama
sobie.
Jej oczy zrobiły
się większe. Wzięła spory łyk alkoholu i odezwała się:
-Bea, nie.
-Wiesz dobrze, że
każdy człowiek rzucałby się teraz i wzywał policję. Za to ja siedzę i pozwalam
Ci umierać. Kogo będzie podświadomie winić policja, twoja matka?
-Akurat ta kurwa
nie ma prawa się do Ciebie odzywać i dobrze o tym wiesz.
-Może według
Ciebie. Potoczy się inaczej.
-Postraszę ją zza
światów.
-Pójdziesz dalej,
Katie.
-Zamknij się,
Beatrice. Po prostu spędźmy moje ostatnie chwile
-Jak by to nie były
twoje ostatnie chwile? - przerwałam jej.
Znów się
uśmiechała. Sięgnęłam po własny alkohol i zaczęłam sączyć napój z butelki.
Rozmawiałyśmy, piłyśmy, jak by to była jedna z wielu, godzinnych rozmów. O
czwartej czterdzieści sześć Kate ucichła. Umarła ze słowami: "wybacz"
i uśmiechem na ustach. Zapita w cztery dupy straciłam przytomność.
~```~
Ktoś
mnie dotknął i cicho wypowiedział moje imię. Nie słyszałam już nic, prócz kropel deszczu. Spadały powoli, nie
zapowiadając wlasciwie burzy, która
dawała o sobie znac dźwiękami piorunów z daleka. Uniosłam powieki i ujrzałam Mike'a. Przeniosłam wzrok na
komputer. Rozmowa zakończona.
-Zadzwoniłaś do
taty, prosząc aby wezwał zakład pogrzebowy do jej domu. Później do swojej i
siostry i stwierdziłaś, że musi załatwić białą trumnę.
-No nic. -
szepnęłam. -Przepraszam, za mój stan, nie mogłam…
-Spakowałem Cię.
Nic specjalnego, głownie ciemne i wygodne rzeczy. Mamy pociąg za dwie godziny.
Weź prysznic a ja pójdę do dyrektora, mam wydrukowane zwolnienie od twojego
taty. Jadę z tobą, wracając od administracji wezmę swój plecak. W siatkach masz
chusteczki, czekoladę i leki przeciwbólowe w syropie. Przydadzą Ci się te
rzeczy, Beatrice. Kocham Cię, wracam za kilkanaście minut. - pocałował mnie w
czoło i wyszedł. Nie mogłam się otrząsnąć jaki był kochany.
~```~
Siedzieliśmy w
pociągu. Skubałam kawałek czekolady z truskawkami jednocześnie płacząc i
opierając się o Mike'a. W przedziale nikogo nie było, zegar wskazywał na
jedenastą siedemnaście. Wpakowałam słodycz do buzi i wtuliłam się w niego,
robiąc wszystko by zasnąć. Niestety to nie był tego typu koszmar, z którego
możesz się po prostu wybudzić.
Peace out, Lizzy over
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz