sobota, 27 lutego 2016

Ona ma broń ~VIII~


Donośny, ogłuszający dźwięk wbił się do środka mojej czaszki skutecznie mnie budząc. Na zewnątrz nadal było ciemno a Mike jeszcze spał. Wstałam i podbiegłam do komputera, nie mogłam znieść tego dźwięku. To było zaproszenie do wideorozmowy od Kate. Była trzecia pięćdziesiąt nad ranem, co mogła chcieć o takiej godzinie? Przyjęłam zaproszenie i zobaczyłam ją, spłakaną. Przestraszyłam się, chciałam żeby mi wytłumaczyła o co chodzi, ale kiedy zobaczyła wstającego Mike'a zacięła się, nie wydając już dźwięku. Wysłała mi wiadomość: Wyproś go. Zachowywała się przedziwnie, ale nie chciałam jej kwestionować. Kiedy Mike zobaczył Kate w płaczu, sam z siebie czym prędzej nałożył dżinsy, bluzę i niezgrabnie wymamrotał, że lepiej bedzie jak sobie pójdzie. Mike nie znosił płaczu nikogo innego prócz mojego, w dzieciństwie jego mama płakała zbyt wiele razy. Wyszedł, a Kate nadal się nie odzywała.
-Co się stało? - byłam zaniepokojona i domagałam się odpowiedzi.
Pokazała na kamerce białe pigułki. Połknęła je i popiła alkoholem. Nie zorientowałam się nawet co się dzieje. Uśmiechnęła się do mnie smutno.
-Przepraszam.
Nie odzywałam się.
-Scalam rodzinę. Czekają na mnie.
-W takim razie kim ja jestem?
Zapadła cisza.
-Widzę twój wzrok Bea. Nie jestem zdrajcą. Nie wytrzymam tu. Jest powód, dlaczego Cora przyszła martwa na świat. To nie ten świat.
-Nie cierpię Cię.
-Wiem. - zaśmiała się przez łzy. -Ale mnie rozumiesz.
-Żałuje. Byłoby mi o wiele łatwiej przez to wszystko przejść. Miałabym kogo winić. Zostałam sama sobie.
Jej oczy zrobiły się większe. Wzięła spory łyk alkoholu i odezwała się:
-Bea, nie.
-Wiesz dobrze, że każdy człowiek rzucałby się teraz i wzywał policję. Za to ja siedzę i pozwalam Ci umierać. Kogo będzie podświadomie winić policja, twoja matka?
-Akurat ta kurwa nie ma prawa się do Ciebie odzywać i dobrze o tym wiesz.
-Może według Ciebie. Potoczy się inaczej.
-Postraszę ją zza światów.
-Pójdziesz dalej, Katie.
-Zamknij się, Beatrice. Po prostu spędźmy moje ostatnie chwile
-Jak by to nie były twoje ostatnie chwile? - przerwałam jej.
Znów się uśmiechała. Sięgnęłam po własny alkohol i zaczęłam sączyć napój z butelki. Rozmawiałyśmy, piłyśmy, jak by to była jedna z wielu, godzinnych rozmów. O czwartej czterdzieści sześć Kate ucichła. Umarła ze słowami: "wybacz" i uśmiechem na ustach. Zapita w cztery dupy straciłam przytomność.
                                                                                       ~```~
Ktoś mnie dotknął i cicho wypowiedział moje imię. Nie słyszałam już nic, prócz kropel deszczu. Spadały powoli, nie zapowiadając wlasciwie burzy, która dawała o sobie znac dźwiękami piorunów z daleka. Uniosłam powieki i ujrzałam Mike'a. Przeniosłam wzrok na komputer. Rozmowa zakończona.
-Zadzwoniłaś do taty, prosząc aby wezwał zakład pogrzebowy do jej domu. Później do swojej i siostry i stwierdziłaś, że musi załatwić białą trumnę.
-No nic. - szepnęłam. -Przepraszam, za mój stan, nie mogłam…
-Spakowałem Cię. Nic specjalnego, głownie ciemne i wygodne rzeczy. Mamy pociąg za dwie godziny. Weź prysznic a ja pójdę do dyrektora, mam wydrukowane zwolnienie od twojego taty. Jadę z tobą, wracając od administracji wezmę swój plecak. W siatkach masz chusteczki, czekoladę i leki przeciwbólowe w syropie. Przydadzą Ci się te rzeczy, Beatrice. Kocham Cię, wracam za kilkanaście minut. - pocałował mnie w czoło i wyszedł. Nie mogłam się otrząsnąć jaki był kochany.
                                                                                         ~```~
Siedzieliśmy w pociągu. Skubałam kawałek czekolady z truskawkami jednocześnie płacząc i opierając się o Mike'a. W przedziale nikogo nie było, zegar wskazywał na jedenastą siedemnaście. Wpakowałam słodycz do buzi i wtuliłam się w niego, robiąc wszystko by zasnąć. Niestety to nie był tego typu koszmar, z którego możesz się po prostu wybudzić.

Peace out, Lizzy over

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz