piątek, 19 lutego 2016

bundle of tantrums `1

Tekst nie nawiązuję do żadnego z obecnie prowadzonych opowiadań, jest napadem emocji i inspiracji serialem American Horror Story.  Pod tym tytułem pewnie znajdzie się w przyszłości więcej wyrwanych ze schematu tekstów.

Do hotelu wszedł mężczyzna. Był potężnie zbudowany, miał na sobie świeżo wyprany i skrojony na miarę garnitur. Wszedłszy do pomieszczenia zdjął okulary przeciw słoneczne i był gotowy błyskać firmowo wyrobionym uśmiechem. Przeszedł się długim lobby, nie szczędząc wzroku na niczym. Przesunął palcami po blacie recepcji po czym nacisnął żółty przycisk. Oparł się ramieniem i czekał. Mijały minuty, ale nikt nie nadchodził. Lekko podburzony nacisnął dzwonek jeszcze raz. I kolejny.

-Już… już idę! - dało się słyszeć przytłumiony głęboki głos kobiety.

-W każdej chwili złotko.

Zza drzwi wyszła kobieta, pierwsze wrażenie jakie się nasuwało, jak by była świeżo po płaczu. Rozmazany, ciemny makijaż na oczach i czerwona szminka, a pomiędzy wargami nadpalony papieros. Krótkie byle jak ułożone włosy sterczały jej jak by była świeżo po spaniu. Odpięła jeden z i tak niewielu guzików płaszcza w panterkę i poprawiła opinający jej szyję naszyjnik. Miała rozkrwawione obojczyki i kilka ran na dekolcie. Strzepnęła papierosa na podłogę i posuwistym krokiem zbliżyła się do lady. Zanim się odezwała rzuciła długie spojrzenie na mężczyznę. Poczuł się niekomfortowo, okazując to nieznacznym otarciem dłoni o spodnie.

-Dużo słyszałem o tym… hotelu. Głównie dobrych opinii i muszę przyznać, nie mylili się. - cały ten czas mówił do jej biustu. - Ile płacę? - oderwał od niej spojrzenie żeby wyjąć portfel i wyciągnąć kartę kredytową. Pokazał ją ostentacyjnie dziewczynie, przechylając tak, żeby rzucała poświatę na twarz dziewczyny.

-Zależy kogo chcesz. - miała opanowany ton, pełny rezerwy.

-Ciebie. - wyszczerzył się do niej obleśnie.

-Nie od tego jestem. - wyszeptała.

-Oj proszę Cię! Dziwkę można kupić za każdą cenę.

Spuściła na chwilę wzrok, a kiedy spojrzała się na niego znowu miała oczy pełne łez.

-Czy mnie kochasz? Czy powiedziałbyś mi to? Sally, kocham Cię. - ostatnie zdanie wypowiedziała wolno i dobitnie.

Coś mu nie pasowało, ale pragnienie tej kobiety przewyższało jego wszystkie lęki i wątpliwości.

-Zrobię WSZYSTKO.

Kilka łez spłynęło jej po policzku. Pochyliła się i znów szeptając powiedziała:

-Mogę Ci pokazać.

Wzięła klucz zza lady i powoli ruszyła ku windzie. Mężczyzna ruszył za nią. W windzie próbował dotknąć jej, ale bez odtrącania go rękami, odtrąciła go jedynie spojrzeniem.

-Nie, dopóki tam nie wejdziemy.

Szli przez labirynt korytarzy, mijając drzwi zza których dobywały się jednoznaczne dźwięki. Zza wszystkich drzwi. Z każdym krokiem mężczyzna był bardziej napalony, oddychał coraz ciężej. Doszli do drzwi, o które Sally chodziło. Pochyliła się specjalnie, wkładając klucz do zamka. Prawie wparował do środka, czym prędzej się rozbierając. Przygasiła butem niedopałek i podeszła do niego, wbijając mu nóż w brzuch. Nie do końca rozumiejąc co się stało, mężczyzna upadł na podłogę. Sally ukucnęła obok niego, opierając głowę na kolanie.

-Jak masz na imię?

Zakrztusił się własną krwią i próbował złapać powietrze.

-Jak masz na imię? - powtórzyła

-Hank. - z tymi słowami splunął krwią.

-Przepraszam. - wyszeptała. -Nie chciałam. Jesteś okropnym człowiekiem, ale nie zasługujesz na śmierć.  Nie chcę, żebyś umierał. - kolejne łzy kapały na ziemię.

-Nie musisz tego robić. - był przerażony.

-Ale już robię! Zabijam Cię, w tej chwili! Jesteś martwy, Hank.

-Czemu to zrobiłaś? - z trudem przychodziło mu mówienie, był bliski płaczu.

-Chciałam.

Nic nie rozumiał, patrzył się na nią nie rozumiejąc słowa.

-Kiedy zabijesz wystarczająca osób, tak się dzieje. Musisz zabijać. Musisz jeść, pić i musisz zabijać. Fatalna skaza ludzka, przyzwyczajenie. - Jej słowa były bez wyrazu, powoli odpływała w swój własny świat.

Hank zaczął kasłać co sprowadziło Sally do życia.

-Powiedz, że mnie kochasz. - zniżyła się do jego poziomu, tak, że leżeli twarzą w twarz. - Powiedz to Hank.

Kręcił głową, wydając ciche "pomocy".

-Proszę. - otarła łzy z twarzy. -Proszę, powiedz to.

Zniknęły wszystkie emocje z jego oczu.

-Kocham Cię Sally. Kocham Cię.

Uśmiechnęła się przez płacz i podniosła się.

-Współczują mi. "Współczuje Ci Sally". Moim imieniem spluwają. Jak za dawnych czasów. Tamci nie pluli co prawda krwią. Wszyscy… zawsze powtarzali. Przewidywali! - jej ton nabrał nieokreślonej radości. -"Skończysz marnie Sally." Po czym kręcili głową. - znów napłynęły jej łzy. -I odchodzili. I nie wracali.

Zapaliła kolejnego papierosa.

-Ty nie odejdziesz Hank. Zostaniesz w tym hotelu. Kolejny. - po czym wypuściła dym z papierosa na równi z ostatnim oddechem mężczyzny.

   Polecam wam piosenkę "My Songs Know What You Do In The Dark" zespołu Fall Out Boy.

Peace out, Lizzy over.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz