Tekst nie nawiązuję do żadnego z obecnie prowadzonych opowiadań, jest napadem emocji i inspiracji serialem American Horror Story. Pod tym tytułem pewnie znajdzie się w przyszłości więcej wyrwanych ze schematu tekstów.
Do hotelu wszedł
mężczyzna. Był potężnie zbudowany, miał na sobie świeżo wyprany i skrojony na
miarę garnitur. Wszedłszy do pomieszczenia zdjął okulary przeciw słoneczne i
był gotowy błyskać firmowo wyrobionym uśmiechem. Przeszedł się długim lobby,
nie szczędząc wzroku na niczym. Przesunął palcami po blacie recepcji po czym
nacisnął żółty przycisk. Oparł się ramieniem i czekał. Mijały minuty, ale nikt
nie nadchodził. Lekko podburzony nacisnął dzwonek jeszcze raz. I kolejny.
-Już… już idę! -
dało się słyszeć przytłumiony głęboki głos kobiety.
-W każdej chwili
złotko.
Zza drzwi wyszła
kobieta, pierwsze wrażenie jakie się nasuwało, jak by była świeżo po płaczu.
Rozmazany, ciemny makijaż na oczach i czerwona szminka, a pomiędzy wargami
nadpalony papieros. Krótkie byle jak ułożone włosy sterczały jej jak by była
świeżo po spaniu. Odpięła jeden z i tak niewielu guzików płaszcza w panterkę i
poprawiła opinający jej szyję naszyjnik. Miała rozkrwawione obojczyki i kilka
ran na dekolcie. Strzepnęła papierosa na podłogę i posuwistym krokiem zbliżyła
się do lady. Zanim się odezwała rzuciła długie spojrzenie na mężczyznę. Poczuł
się niekomfortowo, okazując to nieznacznym otarciem dłoni o spodnie.
-Dużo słyszałem o
tym… hotelu. Głównie dobrych opinii i muszę przyznać, nie mylili się. - cały
ten czas mówił do jej biustu. - Ile płacę? - oderwał od niej spojrzenie żeby
wyjąć portfel i wyciągnąć kartę kredytową. Pokazał ją ostentacyjnie
dziewczynie, przechylając tak, żeby rzucała poświatę na twarz dziewczyny.
-Zależy kogo chcesz.
- miała opanowany ton, pełny rezerwy.
-Ciebie. -
wyszczerzył się do niej obleśnie.
-Nie od tego jestem.
- wyszeptała.
-Oj proszę Cię!
Dziwkę można kupić za każdą cenę.
Spuściła na chwilę
wzrok, a kiedy spojrzała się na niego znowu miała oczy pełne łez.
-Czy mnie kochasz?
Czy powiedziałbyś mi to? Sally, kocham Cię. - ostatnie zdanie wypowiedziała
wolno i dobitnie.
Coś mu nie pasowało,
ale pragnienie tej kobiety przewyższało jego wszystkie lęki i wątpliwości.
-Zrobię WSZYSTKO.
Kilka łez spłynęło
jej po policzku. Pochyliła się i znów szeptając powiedziała:
-Mogę Ci pokazać.
Wzięła klucz zza
lady i powoli ruszyła ku windzie. Mężczyzna ruszył za nią. W windzie próbował
dotknąć jej, ale bez odtrącania go rękami, odtrąciła go jedynie spojrzeniem.
-Nie, dopóki tam nie
wejdziemy.
Szli przez labirynt
korytarzy, mijając drzwi zza których dobywały się jednoznaczne dźwięki. Zza
wszystkich drzwi. Z każdym krokiem mężczyzna był bardziej napalony, oddychał
coraz ciężej. Doszli do drzwi, o które Sally chodziło. Pochyliła się
specjalnie, wkładając klucz do zamka. Prawie wparował do środka, czym prędzej
się rozbierając. Przygasiła butem niedopałek i podeszła do niego, wbijając mu
nóż w brzuch. Nie do końca rozumiejąc co się stało, mężczyzna upadł na podłogę.
Sally ukucnęła obok niego, opierając głowę na kolanie.
-Jak masz na imię?
Zakrztusił się
własną krwią i próbował złapać powietrze.
-Jak masz na imię? -
powtórzyła
-Hank. - z tymi
słowami splunął krwią.
-Przepraszam. -
wyszeptała. -Nie chciałam. Jesteś okropnym człowiekiem, ale nie zasługujesz na
śmierć. Nie chcę, żebyś umierał. -
kolejne łzy kapały na ziemię.
-Nie musisz tego
robić. - był przerażony.
-Ale już robię!
Zabijam Cię, w tej chwili! Jesteś martwy, Hank.
-Czemu to zrobiłaś?
- z trudem przychodziło mu mówienie, był bliski płaczu.
-Chciałam.
Nic nie rozumiał,
patrzył się na nią nie rozumiejąc słowa.
-Kiedy zabijesz
wystarczająca osób, tak się dzieje. Musisz zabijać. Musisz jeść, pić i musisz
zabijać. Fatalna skaza ludzka, przyzwyczajenie. - Jej słowa były bez wyrazu,
powoli odpływała w swój własny świat.
Hank zaczął kasłać
co sprowadziło Sally do życia.
-Powiedz, że mnie
kochasz. - zniżyła się do jego poziomu, tak, że leżeli twarzą w twarz. -
Powiedz to Hank.
Kręcił głową,
wydając ciche "pomocy".
-Proszę. - otarła
łzy z twarzy. -Proszę, powiedz to.
Zniknęły wszystkie
emocje z jego oczu.
-Kocham Cię Sally.
Kocham Cię.
Uśmiechnęła się
przez płacz i podniosła się.
-Współczują mi.
"Współczuje Ci Sally". Moim imieniem spluwają. Jak za dawnych czasów.
Tamci nie pluli co prawda krwią. Wszyscy… zawsze powtarzali. Przewidywali! -
jej ton nabrał nieokreślonej radości. -"Skończysz marnie Sally." Po
czym kręcili głową. - znów napłynęły jej łzy. -I odchodzili. I nie wracali.
Zapaliła kolejnego
papierosa.
-Ty nie odejdziesz
Hank. Zostaniesz w tym hotelu. Kolejny. - po czym wypuściła dym z papierosa na
równi z ostatnim oddechem mężczyzny.
Polecam wam piosenkę "My Songs Know What You Do In The Dark" zespołu Fall Out Boy.
Peace out, Lizzy over.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz